Całą noc nie spałam. Kręciłam się z boku na bok, a w głowie miałam zachowanie Horana. Chyba mnie to dotknęło. Godzina 13. Po całym pokoju rozległo się pukanie do drzwi, więc wstałam i poszłam otworzyć.
-Camila! Hej, wiesz jak tęskniliśmy!
-Lily? Josh? Co wy tu..- nie dokończyłam, gdyż wtulili się we mnie.
-Jak ja Cię dawno nie widziałem- rzucił Josh. Byli to moi dobrzy koledzy z Polski. Chcieli spędzić ze mną trochę czasu, ale nie zbyt dobry moment na odwiedziny wybrali.
-Wchodźcie- zaprosiłam ich do środka.
-O, widzę, że przerwaliśmy Ci sen. Musisz nam wybaczyć, ale już słońce dawno górowałona niebie. Szkoda życia na spanie- powiedziała Lily.
-Ta, a tak właściwie, to po co przyjechaliście, bo nie uwierzę, że tylko dlatego, że się stęskniliście.- zapytałam, gdyż nie wierzyłam w ich aż tak dobre serca.
-No nie tylko dlatego- spoważnieli.
-No to siadajcie i mówcie co się stało.
-Można powiedzieć, że się stało, to znaczy, to nie takie proste i nawet nie wiemy jak Ci to powiedzieć- rzekła dziewczyna.
-Mówcie co się dzieje, bo zaczynam się niecierpliwić.
-Więc miała tu przyjechać Twoja mama, ale też nie mogła powiedzieć Ci tego prosto w oczy- zaczął Josh. -To sprawa z przeszłości i powinnaś się o tym dowiedzieć co najmniej 15 lat temu.
-Powiesz wreszcie o co chodzi?- denerwowała mnie ta ich tajemniczość.
-No.. O Twojego ojca.. Ale nie tylko, bo o Ciebie, mnie Lily też..
-Jak to? Przecież mój tata nie żyje- zdziwiłam się.
-Posłuchaj, dwa dni temu dowiedzieliśmy się, że jednak żyje.
Gdy usłyszałam, że mój ojciec, który w opowieściach mojej mamy zginął w wypadku samochodowym, gdy miałam 3 lata, żyje moje serce stanęło. Nie wiedziałam co mam robić, co czuć, co mówić, co myśleć...
-Nie wierzę- wyszeptałam chowając twarz w dłonie.
-Ale to nie wszystko. Twój tata zdradzał Twoją mamę i chyba niespecjalnie zależało im na dyskrecji, bo ta kobieta zaszła w ciążę. 22 stycznia 98 roku urodził im się syn- Josh posmutniał, a ja się na maxa zdziwiłam, gdyż kojarzyłam tę datę. Chłopak kontynuował:
-Ważył 3,200 kg, podobno miał duże oczy- Josh rozłożył ręce, oparł się plecami o kanapę, podniósł głowę i spojrzał na mnie wzrokiem pełnym bólu. -I ma na imię Josh...
Zamarłam. Nie wiedziałam czy się przesłyszałam, czy on rzeczywiście powiedział to, co powiedział.
-Dwa lata później urodziła im się córka.
-To Ty prawda?- powiedziałam patrząc na Lily.
-Tak to ja.- przytaknęła. Milczęliśmy. Wbiłam wzrok w podłogę. Nie wiedziałam co mam robić, a może raczej czego nie robić, żeby nie pogorszyć sytuacji, w jakiej się znalazłam. Chciałam móc porozmawiać z tatą, a z drugiej strony nie nawidziłam go. Dlaczego mama nie powiedziała mi prawdy? I co teraz będzie ze mną Lily i Josh'em?
-Camila, wiemy, że to trudne, dziwne i brzmi niewiarygodnie, ale taka jest smutna prawda i dla nas to też jest ciężkie, ale myślę, że razem damy radę.
-Ja.. Ja nie wiem co powiedzieć..
-Rozumiemy.
-Kiedy wracacie do Polski?- spytałam zmieszana.
-Za dwie godziny mamy samolot. Przylecieliśmy tylko po to, aby Cię o tym poinformować i właściwie będziemy się już zbierać. Odezwę się jak dojedziemy na miejsce- oznajmiła Lily. -Trzymaj się jakoś- dodała. Po chwili wzięli swoje bagaże i wyszli. Tak. Zostałam sama z myślami, których tak bardzo się bałam, których chciałam uniknąć za wszelką cenę. Powiedzieli, że razem damy radę, a uciekli. Wróciłam do łóżka. Leżałam i rozmyślałam, czy to na serio może być prawdą. Czułam się okłamywana, zawiedziona, rozczarowana, niechciana... Dlaczego tata zdradzał mamę? Dlaczego mnie nie chciał? Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz?
* * *
Godzina 18. Cały czas zastanawiałam się nad tą całą sprawą. Dźwięk telefonu:
-Halo?- powiedziałam zachrypniętym głosem pełnym rozgoryczenia.
-Cześć księżniczko, gotowa na wspólny wypad?- spytał Malik. Zupełnie wyleciało mi z głowy, że miałam iść z nim na piknik.
-Przepraszam Cię, ale nie dam rady się z Tobą spotkać. Może innym razem.
-Camila nie rób mi tego- rzekł. -Od rana ciężko pracowałem, żeby wszystko było jak najlepiej. Proszę zgódź się- nalegał. Nie miałam humoru ani nastroju na zabawę.
-Bądź za godzinę.- szepnęłam i zakończyłam rozmowę. Zgodziłam się, bo w końcu się starał. Wstałam, poszłam się odświeżyć i ubrać. Założyłam zwykłe niebieskie rurki, biały T-shirt, czarną skórzaną kurtkę z ćwiekami i żółte trampki. Włosy upięłam w kok. Malik przyjechał o 19. Wyszłam z domu i wsiadłam na przód samochodu.
-Camila stęskniłem się za Tobą!- powiedział mulat całując mój policzek.
-No hej- odpowiedziałam.
-Dziękuję, żę się zgodziłaś. Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić.
-Yhym- przytaknęłam. -To gdzie jedziemy?
-A zobaczysz, za 15 minut będziemy na miejscu- na jego twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech, który bardzo lubiłam. Po wyznaczonym czasie byliśmy już na miejscu. Zayn zostawił auto na najbliższym parkingu, a dalej poszliśmy piechotą. Brunet szedł tak blisko mnie, że nasze dłonie się spotykały. Wyczułam, że próbuje mnie chwycić za dłoń, ale odsunęłam się, gdyż nie chciałam mu dawać żadnych nadziei, poza tym nie miałam ochoty na romansowanie. Po moim geście wyraźnie się speszył.
-Tutaj w lewo- wskazał i poszliśmy w tym kierunku. Zauważyłam, że droga prowadzi wyraźnie w dół, a tam znajduje się ogromna łąka. W oddali widać było rzekę z mostkiem. Idealnie zielona trawa, śpiew ptaków, duże drzewo z czerwonymi jabłkami, cisza, spokój, wolność... Podeszliśmy bliżej, aby usiąść na niebieskim kocu. Leżały na nim półmiski, a w nich truskawki i winogrono ułożone w kształcie serca. Kolorowe sałatki, kanapki i napoje. Fioletowe świeczki, które płonęły jak oczy Malika za każdym razem, gdy na mnie spojrzał. Czerwone talerzyki, które świetnie komponowały się z pomarańczowymi kieliszkami. Wszystko to było dopasowane, perfekcyjne, idealne, a przede wszystkim romantyczne.
-Zayn, ja nie wiem co powiedzieć. Szczerze, nie spodziewałam się takiego widoku. Rzeczywiście się napracowałeś.
-A to dopiero początek.- uśmiechnął się wyciągając z koszyka butelkę białego wina. Jak prawdziwy dżentelmen nalał trochę do kieliszka, podał mi i usiadł obok.
-I jak Ci sie podoba?- spytał.
-Cudownie tutaj jest- powiedziałam łapiąc głęboki wdech. -Można się odprężyć, odpocząć i w spokoju porozmawiać. Właśnie tego potrzebowałam. Muszę Ci przyznać, że mnie mile zaskoczyłeś.- zachichotałam. -Nie przypuszczałam, że z Ciebie taki romantyk.
-Wiesz pozory mylą. Oprócz bycia Bad Boy'em potrafię też być przytulny jak kotek.- zaśmialiśmy się razem, popijając łyk za łykiem.
-To co, jemy?- zaproponował.
-O tak, jeszcze nic dzisiaj nie jadłam.
Zaczęliśmy konsumować te wszystkie pyszności. Gdy już poczuliśmy się syci przystojniak rzekł:
-A teraz coś ode mnie dla Ciebie- po czym kazał mi wstać i zamknąć oczy. Zrobiłam tak.
-Teraz pójdziemy w jeszcze piękniejsze miejsce od tego.
-To takie istnieje?- zapytałam z ironicznym uśmiechem. Zayn złapał mnie za rękę i prowadził.
-Ok, jesteśmy. Usiądź tu, ale nie otwieraj oczu.- Malik pomógł mi wykonać tę czynność, trochę się jeszcze pokręcił i zrobił to samo.
-Już możesz- wyszeptał mi do ucha. Gdy podniosłam powieki, zobaczyłam widok zapierający dech w piersiach. Przed nami była wielka rzeka, w której jednocześnie odbijały się wschodzący księżyc, a zarazem zachodzące słońce. Wokół nas rosły brązowe tataraki i różnego rodzaju rośliny wodne.
-Wow, Zayn nie wierzę w to, co widzę. Tu jest tak magicznie. Nigdy czegoś takiego nie widziałam..- wydukałam ze zdumieniem. Po chwili ciemnooki wyciągnął zza pleców gitarę. Zaczął na niej grać i śpiewać w rytm jej dźwięków. Słowa piosenki, które penetrowały moje uszy, wyciskały mi z oczu łzy, a Zayn ze szczerością i lekkim stresem na twarzy, patrząc na mnie, nucił:
-Truly, madly, deeply I am
Foolishly, completely fallin'n
And somehow you caved all my walls in
So baby say you'll always keep me
Truly, madly, crazy, deeply in love with you
In love with you
Wiedział, że to moja ulubiona piosenka. Poczułam się jak w jakimś filmie, w którym aktorzy sami wymyślają sobie scenariusz, że grają według własnych zasad. Chciałam poczuć się wyjątkowo, a mulat, jakby czytał w moich myślach o nic nie pytając, po prostu mi to dał. Gdy skończył swój śpiew, otarł swoją dłonią łzę, płynącą po moim poliku i patrząc w moje mokre źrenice powoli zbliżył się do moich ust z rozkoszą się w nie wbijając. Całował czule,delikatnie, ale stanowczo i namiętnie. Dało się zauważyć, że długo czekał na tę chwilę. Zapomniałam o bożym świecie. Czułam się przy nim bezpieczna i potrzebna. Objęłam swoimi dłońmi jego szyję, przyciągając jego ciało do mojego. Chciałam być jak najbliżej niego. Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie.
_______________________________________
No jest i 13 :D Mam nadzieję, że Wam się podoba :D Proszę komentujcie, rozsyłajcie do znajomych, co kolwiek, żeby było jeszcze więcej czytelników :) Z góry dziękuję :) Następny rozdział dodam, jak pod tym będzie min 5 komentarzy :D Tu link do piosenki, której refren nucił Zayn w ów rozdziale: http://www.youtube.com/watch?v=t6ZM7nDXYrw ♥ Pozdrawiam :D

Fajne ; )
OdpowiedzUsuńAwwwww *.*
OdpowiedzUsuńOby więcej takich scen :)
I czekam też, wiesz na co... :) kiedyś Ci podsunęłam taki pomysł, który miał być w tym rozdziale xd ( spoko nie teraz ale masz to kiedyś napisać ♥ ) huehue ^^
Kiedy 15?
Już się niecierpliwie :)
/J. ♥
Świetne :DD
OdpowiedzUsuńSuper :D już się nie mogę doczekać następnego ;)
OdpowiedzUsuńFajne opowiadanie, a piosenka świetna. :)
OdpowiedzUsuńWooo świetny! Zapraszamy do nas i też liczymy na komentarze :)http://little-things-niall.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń