Chodziliśmy z Niallem po londyńskich, zatłoczonych przez spieszących się ludzi, ulicach i rozmawialiśmy. Pytał mnie o moją rodzinę, dom i zainteresowania:
-A jak się żyje w Polsce?- zapytał blondyn.
-Heh. W Polsce zapewne wy nie mielibyście życia prywatnego w ogóle, bo co trzecia osoba jest waszym fanem- powiedziałam żartobliwie.
-Hahaha. No ale i tak musimy tam pojechać z chłopakami. Zawsze tam chciałem jechać. Kręcą mnie polskie Directioners- zachichotał.
-Jak wy nie przyjedziecie do polskich fanów to oni przyjadą do was, albo po was.
-Ty już przyjechałaś...- wtrącił chłopak. W tym momencie stanęliśmy. Spojrzał swoimi niebieskimi oczętami prosto w moje. Trwaliśmy tak dobrą chwilę, po czym się speszyliśmy i ruszyliśmy dalej. To było coś zaskakującego.
-Miałbyś codziennie inny obiad od każdej- dodałam i zaczęliśmy się oboje śmiać. Niall zauważył ławkę, na której po chwili usiedliśmy.
-No to co teraz będzie z Zaynem?- zapytał głodomor.
-A co ma być?- od razu straciłam humor.
-Zawiodłam się na nim, choć wcale go nie znam. To było dziwne uczucie. Gdy tak tam siedziałam cała w skowronkach, oczekując na przsłowiowego królewiczaon okazął się zdrajcą. Po co on w ogóle się ze mną umówił? Po co zawracał głowę?
-Może coś go zatrzymało?- wtrącił. Ja udając, że nic nie słyszę kontynuowałam:
-Po to żeby mnie upokorzyć? Przygnębić? Tak. Udało mu się.
-Cami, spokojnie. Nie denerwuj się. Nie ma czym. Wszystko będzie dobrze.- uspokajał mnie Niall.
-Cami? Nikt tak do mnie nie mówił, heh.- pogrążeni w śmiechu upadliśmy ku sobie z ławki na trawę i dalej kontynuowaliśmy głupawkę.
-Od dziś będę tak mówił do Ciebie ja, Niall Horan.- nasze oczy zalane łzami przez śmiech znów się spotkały, ale tym razem byliśmy bliżej siebie. Niebieski kolor jego tęczówek oszołomił mnie. Jego źrenice powiekszyły się i zczerniały. Gdy te kolory się połączyły nie mogłam oderwać od niego wzroku. Przerwał nam dzwoniący telefon. Usiadłam opierając się jedną ręka na ziemi, a drugą trzymałam telefon przy uchu. To była Nicol.
-No hej! Byłam przed chwilą u Ciebie, ale masz zamknięte. Wpuść mnie- powiedziała.
-Ee, ale wiesz, mnie nie ma w domu.
-Jak to? To gdzie jesteś?
-Już wracam. Opowiem Ci wszystko jak wrócę, ok?
-Dobra to czekam. zadzwoń jak wrócisz.
-Ok. Papa- pożegnałam się z przyjaciółką.
-Muszę już wracać- powiedziałam, odwracając głowę w stronę blondyna. On leżał na lewym boku, podpierając głowę ręką. Z tyłu świeciły baloniki w różnych kolorach. Na ich tle Horan wyglądał niesamowicie.
-Szkoda, ale jeżeli musisz to chodźmy. Ale mogę się dowiedzieć komu mam Cię oddać, bo szzcerze powiem, że tego robić nie chcę- zapytał z cwaniackim uśmiechem Niall.
-Oj głuptasie- zachichotaliśmy- Chodźmy już.
W drodze powrotnej rozmawialiśmy o jego rodzinie. Opowiadał mi o swoim bracie Greg'u. Szybko dotarliśmy pod mój hotel, z czego nie byłam zadowolona. Nie chciałam się z nim jeszcze rozstawać.
-I jesteśmy na miejscu- powiedział ze smutną minką Nialler.
-Dziękuję Ci Niall za wspaniały dzień. Dzięki Tobie zapomniała o Zaynie, poprawiłeś mi humor, zwróciłeś moją torebkę, odprowadziłeś mnie do domu. Jak Ci się mogę odwdzięczyć?- zapytałam głodomora.
-Wystraczy, że dasz mi swój nr telefonu i pozwolisz mi zadzwonić.
-I tylko tyle?- zapytałam zdziwona patrząc mu w oczy.
-Tylko? To dla mnie zaszczyt móc z Tobą porozmawiać- zachichotał.
-No ok. Proszę bardzo. I jeszcze raz dziękuję za wszystko Niall.
-Nie ma za co, naprawdę. Też Ci chciałem podziękować, bo dzięki Tobie ten dzień nie był nudny i stracony- powiedział ze szczerościa w oczach.
-No, bo grunt to się śmiać- i znowu poddaliśmy się głupawce.
Pożegnanie trwało długo, ale musiałam to przerwać. Nie mógł sobie za dużo wyobrażać na początku znajomości.
-Niall to trzymaj się, Ja lecę. Dziękuję. Papa :)
-No ok. Trzymaj się Cami- i znów ujrzałam ten ironiczny, jakże uroczy uśmieszek. Spojrzałam na niego i energicznym krokiem ruszyłam w stronę hotelowych drzwi.
-Zadzwonię!- krzyknął jeszcze przystojniak, a ja odwróciłam się, puściłam oczko i już mnie nie było. Weszłam do domu, padłam na łóżko i uśmiechałam się do sufitu.
-To był cudowny dzień- powiedziałam sama do siebie. Po chwili złapałam telefon i wykręciłam nr do przyjaciółki. Powiedziałam, że juz jestem i że czekam na nią. Za moment weszła Nicol, rzuciła się na łóżko obok mnie i powiedziała:
-No! Mów! Wszystko! Opowiadaj!- krzyczała.
-Dobrze. Chcesz coś do picia?- zaproponowałam.
-Wodę. Podałam jej picie i zaczęłam opowiadać.
-Pamiętasz jak byliśmy w klubie z Mattem?
-No pamiętam.
-Spotkałam tam Justina Biebera.
-Wielkie mi rzeczy, ja też- wtrąciła.
-Mam mówić czy nie?- zdenerwowałam się.
-Sorry. Tak proszę, mów.
-Potem poszłam na dól. Była tam pełnio VIPowskich pokoi, weszłam do jednego z nich. Był to pokój 1D. W tym momencie Nicol zaczęła krzyczeć. Nie wiedziałam jka ją uspokoić, więc poczekałam, aż przestanie. Jak skończyła, kontynuowałam opowiadanie.
-Nie było ich tam, więc wyszłam. Gdy otworzyłam drzwi, wpadłam na kogoś. Było to Zayn. Sytuacja z krzykiem znów się powtórzyła, ja kontynuowałam.
-Pogadaliśmy chwilę i on...- znów posmutniałam.
-ON CO?!- Nicol rządała odpiwiedzi.
-On umówił się ze mną. Znów krzyknęła.
-Gdy poszłam w ustalone miejsce następnego dnia, owszem on tam był, ale z Perrie, więc wybiegłam stamtąd. Czułam się wykorzystana. Byłam tak wkurzona, że zostawiłam torebkę w klubie.
-A to świnia- podsumowała go Nicol- I co? Poszłaś tam jeszcze raz?
-No co ty! To znaczy miałam taki zamiar, ale nie musiałam-uśmiechęłam się tajemniczo.
-A co? Przyniósł Ci ją? Jeszcze miał czelność się tu pokazać... Co za typ...
-Ale to nie był Zayn- zaskoczyłam ją.
-Jak nie Zayn to.. To kto?- zmieszała się.
-Był to nieboeskooki blondyn. Stanął dzisiaj rano w moich drzwiach oddając zgubę. Nicol znwó krzyczała, a ja się z niej śmiałam.
-I co dalej?
-Pogadaliśmy trochę w domu, zjadł kanapkę i zaprosił mnie na spacer.
-I poszłaś?- zapytała, jakby nie wiedziała, że sie zgodziłam.
-No jasne! Opowiedziałam mu trochę o Polsce, a on mi o swojej rodzinie. Pośmialiśmy się, a potem odprowadził mnie do hotelu. To był niesamowity dzień!
-Boże, ale Ci zazdroszczę kobieto!
-Wiem. Też bym sobie zazdrościła.
-Ale obiecaj mi jedno- powiedziała Nicol z poważną miną.
-Tak?
-Jak będziecie razem to o mnie nie zapomnisz i zaprosi na ślub.
-Haha. Ok krejzolko! Kocham Cię!
-Oj Camila! Ja Ciebie bardziej!
-A i blondyn jeszcze wymyślił mi ksywkę "Cami". Haha ile przy tym śmiechu było- wspominałam. A te jego oczy.. Jeszcze lepsze niż na plakatach w moim pokoju hah.
-Domyślam się. Camila ja lecę. Zostawiam Cie samą z tymi pięknymi wspomnieniami.
-Oj tak. Cudowne chwile. No pa, trzymaj się. Do jutra!
-No narazie Cami- powiedziała cwaniacko. Rzuciłam poduszka w drzwi odwzajemniając uśmiech, i już jej nie było. Poleżałam jeszcze chwilę i pobiegłam się wykapać. Po 20 min byłam juz w łóżku. Napiłam się jeszcze napoju i przymierzałam się do snu. Nagle usłyszałam dzwięk telefonu. Wzięłam go i zobaczyłam smsa od nieznajomego nr. Otworzyłam wiadomość a tam: "Jeszcze raz dziękuję za wspaniały dzień Słodkich snów Cami ;* Blondyn :)". W tym momencie uśmiechnęłam się do wyświetlacza, odłożyłam telefon i z nadzieją, że przyśni mi się Niall ułożyłam się wygodnie i zasnęłam.To był najwspanialszy dzień w moim życiu.
____________________________________
No to jest kolejny. Podoba się? Komentujcie :) Jak nie macie konta to na fb pod postem proszę :) Bardzo mi zależy na waszych opiniach :)Pozdro :D szczęśliwego Nowego Roku ludzie :D / Mayn

Świetne *.*
OdpowiedzUsuńCzytam dalej <3